Risotto z kozim serem

Włoch z modnym wnętrzem – gastronomiczna historia Zofii

Risotto jak to risotto, najlepiej zrobić samemu w domu, bo w restauracjach z reguły to danie jest trudne do wykonania, jeśli oczywiście restauracja chce hołdować ortodoksyjnej tradycji jego stworzenia. Przygotowane w domu, od podstaw, zgodnie z tradycją, w technikach dostępnych w każdej książce, kiedy poświęcony czas, a jest to kilkadziesiąt minut, zaangażowanie, owocują narastającą radością, kiedy obserwuje się, jak danie powstaje, jak uwalnia tę absolutnie smaczną, kluczową skrobię z ziarenek do otaczającego je sosu, jak zmienia się i rozwija, kiedy dodaje się zimne masło, kiedy tworzy się z winem, ową skrobią i dodanym na końcu parmezanem (grana padano) nieziemsko smaczny, działający na zmysły aksamitny sos otulający ziarenka lekko twardawego, ale tak na ząb, ryżu. Takie wykonane w domowych warunkach, jeśli zachowa się procedury wypracowane przez lata, będzie, co gwarantuję, smaczniejsze niż zamówione w restauracji. Restauracje po prostu skracają lub dzielą procedurę, a kluczem do osiągnięcia risottowej nirwany jest wykonanie dania jednym ciągiem.

Kozi ser, taki nadający się do smażenia, dojrzewający, to od już dość dawna obowiązkowa pozycja w każdej restauracji, modne wnętrze dań, które tworzy. Zapach takiego zimnego, z pleśnią, nie zawsze może się podobać, koza to koza, pachnie specyficznie, ale taki ze skórką, jak w cammembercie i lekko kruszącym się wnętrzem, nadający się do smażenia, to jest mistrzostwo świata, szczególnie jak mu się na patelni lub grillu lub w piecu skórkę brązową zrobi i poda na ciepło.

Jak uruchomiliśmy Do widzenia do jutra, to to risotto było daniem w pierwszej karcie, kiedy jeszcze nie mieliśmy zbyt dużo gości, kiedy mogliśmy je wykonywać z ręki, bez wcześniej przygotowanych półproduktów, mieliśmy codziennego gościa, przyszłą mamę pewnej Zosi (prawda, że piękne imię). Wprawdzie przyszła Zosia stawiała już wymagania i musieliśmy wprowadzać korektę do przepisu, dość mocno się denerwując w pierwszych kilku wykonaniach, no bo jak to? Kto śmie zmieniać nam danie. No ale cóż, życzenie dziecka, a zwłaszcza rozpychającego się pod sercem mamy, jest priorytetem. Zofia jest już dzisiaj pewnie przedszkolakiem, i dopiero niedawno miałem okazję, przebywając na Saskiej Kępie, ją zobaczyć w towarzystwie mamy i taty. No muszę przyznać, że pomyślałem, iż była Zosia moim najbardziej oryginalnym gościem, przypomniałem sobie te najlepsze, najbardziej wzruszające i budujące elementy wiążące się z prowadzeniem własnej niewielkiej autorskiej restauracji w zintegrowanym otoczeniu, a Saska Kępa takim otoczeniem jest. A Zosia, kiedy patrzę na twórczość jej mamy i jej taty, na pewno będzie ważnym człowiekiem.

Zapraszam do obejrzenia filmu i skorzystania z przepisu.

Risotto z kozim serem

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*