Wbrew fondantowym purystom
Fondant czekoladowy, ciastko lawa, czy jak to było w moim ulubionym francuskim filmie – „ciastko surowe”, czyli jeden z prostszych deserów, podobno francuskich.
Prostota prostotą, ale dobrze czasem mieć w lodówce jakiś taki półprodukt, który w dowolnej chwili da się do piekarnika włożyć, jak najdzie ochota, a ochota na słodkie, a jeszcze bardziej na czekoladowe, jest nie do powstrzymania raczej. A ten fondant wystarczy zakręcić jak na filmie, nalać do foremek, przykryć i schować do lodówki.
Taką wersję, którą w restauracji na warszawskiej Saskiej Kępie sprzedawaliśmy, i nie tylko my, ale i wyżej od nas oceniane restauracje w Warszawie również (choć to nam się przydarzył gość – fondantowy purysta, który znalazł niepoprawności w daniu – za dużo mąki, brak kąpieli wodnej itp.) tutaj, w poniższym przepisie przedstawimy.
Niepoprawności, niepoprawnościami, a lava cake dobrze w lodówce mieć i zadośćuczynić zachciankom niespodziewanym.
No i jak się zachce coś czekoladowego, coś pysznego, to wkładamy taką kokilkę z przygotowanym wcześniej fondantem na kilkanaście minut do piekarnika (bez wiatru) i mamy, co nam się zachciało. A żeby było elegancko, to dobrze mieć w zamrażarce lody i jeszcze jakieś owoce, cytrynę i słodkie wino, najlepiej porto, albo marsalę, albo….. czerwone i miód, choć mogą być też pomarańcze i białe wino, gruszki i białe wino itp. Ważne żeby dało się zrobić sos, podobnie jak w filmie, o smaku bardziej słodkim niż kwaśnym i konsystencji syropu.
Nie będę się rozpisywał, jaki ten deser może mieć wpływ i na co, kiedy będzie zakończeniem kolacji… takiej kameralnej… specjalnej… no najważniejszej…
A że trochę więcej mąki, niż fondantowi puryści dopuszczają, to już trudno. I tak warto łamać zasady dla tych wszystkich możliwych chwil ważnych…
… i żeby nie było, ciastko dla fondantowych purystów też potrafimy zrobić.
Zapraszam do oglądania i korzystania z przepisu.