Mój cover kulinarny
Bywają dania, które zdobywają sławę międzynarodową i czasem stanowią siłę napędową klasowych restauracji, dzięki którym poznajemy nowe wersje, techniki ich przyrządzania i interpretacje, takie covery, z innym położeniem akcentów, zmianami melodii czy rytmu, na długo pozostające w pamięci, czasem zapominamy nawet, że to covery…..
Istnieje cała grupa „gwiazdorskich” dań, które wywodzą się ze śródziemnomorskich portów i pierwotnie były posiłkami marynarzy, handlarzy i robotników portowych. Łowiona ryba, krab, krewetka czy inny stwór, to był towar handlowy, to się sprzedawało. Pozostawała drobnica i konserwowane solą lub solanką produkty spożywcze przygotowane do dalekich morskich podróży, jak się rozbiła jakaś beczka oczywiście.
Takim daniem jest dzisiaj, uważana za luksusową, marsylska bouillabaisse, gwiazda topowych restauracji, czy neapolitański sos puttanesca do makaronu.
Doradę w stylu puttanesca zrobiłem jako cover toskańskiej potrawy, którą widziałem w jakimś filmie, gdzie filet był duszony w winie i bulionie z pomidorkami i bazylią. Zrobiłem i z żabnicą było przefantastyczne, ale z doradą, bo często trzeba patrzeć na koszty, tak bez wyrazu wyszło, nie powalało, za słabo było kontrastowe, wyraziste i średnio zapadało w pamięć. Dodając składniki sosu puttanesca, przesuwając ciężar smaków aż do Neapolu, otrzymałem cover zapadający w pamięć jak Breadfan w wykonaniu Metallica. Było ostrzej, wyraźniej, charakterniej, z przytupem i wkręcało się w pamięć i, jakbym nie znał sosu puttanesca, to bym koniecznie musiał poznać, jak musiałem poznać oryginalne wykonanie rzeczonego utworu zespołu Budgie.
Jak już przygotujemy taką doradę, siądziemy przed talerzem, weźmiemy pierwszy kęs, popijemy Pecorino, Grillo lub sycylijskim Viognierem, zamknijmy oczy, może przypomnimy sobie jakiś port rybacki, który kiedyś odwiedziliśmy, choćby w Łebie, może ten w Neapolu z początku wieku, pewnie to niewielka różnica.
Zapraszam do oglądania i korzystania z przepisu.