Jak rodzi się menu…
To takie trochę moje danie. Rzadko pozwalam sobie na radykalne zmiany dań klasycznych, ale tutaj muszę przyznać, że zrobiłem to z premedytacją.
Jest taki sos – pesto trapanese. Pasta z nim wychodzi idealnie, jak zresztą zwykle bywa w przypadku prostych włoskich potraw. Otóż ten sos składa się z migdałów, pomidorków, parmezanu, czosnku i bazylii, tak mniej więcej. Obudziłem się kiedyś z interpretacją tego dania, a zdarza mi się to niezwykle rzadko. Oczywiście dzień wcześniej wiedziałem, że będę miał gościa i wiedziałem, co na nim robi wrażenie. On wiedział, ten gość oczywiście, że wino na pewno wywoła wrażenie, ale dania to ja wtedy robiłem klasyczne.
Tak więc chodząc od rana z daniem w głowie, zabrałem się do tej improwizacji, bo znałem oczywiście tylko smaki podstawowe poszczególnych składowych.
No i zrobiłem taki sos trapanese, następnie dodałem pesto z suszonych pomidorów i jeszcze trochę innych orzechów, skórkę z cytryny i więcej bazylii….
Na patelni usmażyłem krewetki, bo gość uwielbiał krewetki, dodałem wino białe i owo podrasowane pesto…..
Potem odrobinę masła (tu mi się włączyła moja największa słabość, czyli nieumiejętność powstrzymania się od używania masła, a muszę przyznać, że nawet do aglio e olio potrafię odrobinę dodać).
Potem tagliatelle i rukolę, wymieszałem i na talerz wyłożyłem.
Posypałem wszystko ziołowym pangratatto.
Nalałem do kieliszków sycylijskiego Viogniera (bo danie choć kombinowane trochę, to ma rodowód sycylijski)
a potem …
… wprowadziłem to do Menu.
Zapraszam do oglądania i korzystania z przepisu.