Tatar wołowy

Zanim złość przerodzi się w agresję

Legenda głosi, że tatara wymyślili Mongołowie, nazywani w Polsce Tatarami. Ponoć wkładali oni na grzbiet konia, którego na pewno nie pielęgnowali jak w dzisiejszych stajniach, pod coś, co nazwać można siodłem, kawał koniny i tak ją zmiękczali, jeżdżąc i siekąc wszystko dokoła, podbijając ludy zachodnie. Swoją drogą, ciekawa historia, ale jak się zastanowić, to nie wiem, czy nawet ówczesny dziki człowiek, a za takich uchodzili Mongołowie, byłby w stanie zjeść zmieszane z końskim potem, zapachem, sierścią i kurzem, mięso. W XIX wieku francuska biedota tak jadła najtańsze mięso, czyli koninę, siekając ją i nie poddając obróbce i chyba stąd ta potrawa pochodzi.

A teraz proszę, przystaweczka w luksusowych restauracjach, wielkości filiżaneczki do espresso, podana na wielkim talerzu z finezyjną dekoracją. Przynajmniej tak było, bo w 2020 luksusowa restauracja, to gatunek wymierający. Niektóre od marca nie działają, choć oficjalnie się jeszcze nie zamknęły, a te próbujące jakoś się utrzymać na powierzchni albo przynajmniej odbijać się od dna, żeby zaczerpnąć powietrza i nie utonąć, są buciorem wpychane pod wodę…

I choć tatara można komuś zrobić z twarzy, i choć z całą pewnością łatwo znaleźć takie osoby, nawet same się wystawiają, szkoda, że tylko w TV, to my jednak zrobimy tatara z wołowego rostbefu w stylu francuskiego bistro, takiego jak w Do widzenia do jutra robiliśmy, z dodatkami w formie salsy lub bardziej sałatki, bo łatwiej i bezpieczniej, krzywdy sobie raczej nie zrobimy, oka nosem przeciwnika nie uszkodzimy, ramion od ciosów w powietrze nad innym osobnikiem nie zwichniemy.

Mięso może być z rostbefu, który ja najbardziej lubię, może być ligawa, oczywiście polędwica, ale też z pierwszej krzyżowej robiłem i wiem, że ta wersja przyjmie każdy chudy rodzaj wołowiny. Siekamy dość grubo, tak, jak co bardziej leniwi z nas, zmieliliby ten element z wołu na grubym sicie.

Jak ktoś życzy sobie polski smak, taki tradycyjny, to w restauracji, nie bacząc na groźny wzrok kelnera i groźbę usłyszenia z kuchni najszczerszego emocjonalnego „mięsa” słownie wyrażanego, kiedy ten przekaże zamówienie, zamawia maggi. Ale lepiej, robiąc w domu taką potrawę, zadośćuczynić własnym zachciankom, dodając kilka drobno posiekanych gałązek lubczyku.

A i jeszcze proszę zajadać pod wino, czerwone, wyraziste. Pod wódeczkę proszę zrezygnować ze słodzenia i dokwaszania.

Zapraszam do oglądania i korzystania z przepisu.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*