Rostbef z sosem chimichurri

Robienie z Argentyńczyka Polaka

Tak naprawdę w Do widzenia do jutra z chimichurri podawałem przede wszystkim małą bavette. Całkiem dużo się tego sprzedawało i dużo do tego lało się wina. Ale bavette to stek bistro, element dość trudny do kupienia dla „cywila”, chyba, że w specjalistycznym sklepie. Oczywiście przez to, że to mięso z „dziwnego elementu”, jakim są mięśnie brzucha, powłoki brzucha właściwie, bo u bydła klasyczny znany nam sześciopak, raczej nie występuje, zrobimy to danie w oparciu o dość łatwo dostępny rostbef. W Do widzenia do jutra też tak robiłem, jak były braki bavette. Jest na Saskiej Kępie na ul. Wandy takie miejsce, gdzie udawało się kupić bardzo dobry rostbef, nie z elementu, z którego kroi się New York, tylko ten dość cienki drugi koniec, sezonowany. Można oczywiście, tak jak na potrzeby tego wpisu i filmu, kupić z marketu wykrojony już rostbef i da się z niego zrobić doskonałą potrawę. Sos, który zrobimy i który odpowiada za wszystkie emocje związane z tym daniem, preferuje smażenie do poziomu medium minus (rare).

Ten sos, to chimichurri. W Do widzenia do jutra był taki bardziej oryginalny, bliższy argentyńskiemu oryginałowi. Trochę miał więcej cebuli i miał miód, nazwać to możemy wersją Do widzenia do jutra. Ale szkoląc za unijne pieniądze załogę pewnej restauracji w Białej Podlaskiej, gdzie tematem szkolenia była adaptacja dań znanych na świecie do polskich produktów i smaków, stanąłem przed zadaniem zrobienia polskiego chimichurri. Ciekawy to był temat. Punktem wyjściowym, takim impulsem, była swojska, znana Polakom doskonale, obecna na zdecydowanej większości polskich stołów, niezastąpiona MAGGI, a właściwie jej najmocniejszy smak. Skasowałem ze składu kolendrę i ledwo zaznaczające swoją obecność oregano, zastępując je lubczykiem. Trochę mocniej posłodziłem miodem i użyłem octu malinowego i oleju rzepakowego tłoczonego na zimno, który dawał aromat niedojrzałych, ledwo co zaczynających się zaciemniać i twardnieć ziaren słonecznika, bo dobry, na zimno tłoczony olej z rzepaku tak ma. Wyszło cudnie.

Tradycyjny Cabernecik najlepiej z Bordeaux, Rioja w beczuszce, Sangiovese w każdej starzonej postaci itp. dopełnią doskonale smak dania. Na długo zapamiętają je Państwo, może nawet pokochają…..

Zapraszam do obejrzenia filmu i skorzystania z przepisu.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

*